Fragment do rozważania 12

EPOPEJA „PAN JEZUS”

TYTUŁ DRUGI: „Wschód Światła Wiecznego” (365-470)

W całym mieście już wiedzą o cudnej Dziewicy

I wszyscy o Niej mówią, nawet robotnicy

Przy obrzynaniu winnic: – U kogo się chowa

Ta Panienka urocza jak Ester królowa?

Takich nam więcej trzeba, jak słoneczko świeci…

370    Jak pszczoły do nektaru – tak do Panny dzieci:

Przychodzą do mieszkania jak do własnej matki.

Za miłość i słodycze wręczają Jej kwiatki.

Zna wszystkie po imieniu: Rachel, Riwka, Sara,

Beniamin, Dan, Samuel… – jest ich cała chmara!

Chodzą razem na spacer do bliskiego lasu,

Po drodze tyle śmiechu, śpiewu i hałasów,

Ale wystarczy słowo z ust Świętej Panienki,

By się w Nią zapatrzyły jak w niebieski błękit.

Najbardziej się Nią cieszy Zachariasz i ciocia,

380    Bo – prócz słów pocieszenia – wszystko robi, chociaż

proszą, by wypoczęła po długiej podróży:

– Przyszłaś do nas w gościnę, a nie by nam służyć –

Takie Pannie wymówki robi gospodyni.

– Usługując wujciowi, jestem jak w świątyni,

Gdzie z radością sprzątałam kapłańskie mieszkania.

– Jeśli taką masz wiarę, więc sprzątać nie wzbraniam,

Ale pranie bielizny, czyszczenie sandałów –

To zajęcie niewolnic, nie Tobie przystało;

Zważaj na swoją godność, córko Dawidowa

390    I Matko Pana mego. Czy nie słuszne słowa?

 

– Jeśli Pan wszechstworzenia przyjął postać Sługi,

To matka Jego ma się wynosić nad drugich?

Żadna praca nie hańbi człowieka na ziemi,

Bo wszystko, co Pan stworzył słowami swojemi,

Jest w sobie bardzo dobre, gdyż ma pieczęć Boską.

Pozwól, kochana Ciociu, że otoczę troską

Wasze sędziwe lata, bom przyszła w tym celu:

W tej codziennej posłudze duch mój się weseli.

 

Chętnie zmywa naczynie, rano łóżka ściele,

400    Zamiata, pali w piecu, nawet ziarno miele;

To znów ceruje odzież i często ją pierze.

Zmęczona całodzienną pracą, je wieczerzę,

A wiosenne wieczory na modlitwie spędza –

Kosztem własnej ofiary staruszków oszczędza.

Z jednej strony kapłana, do tego niemowę,

Otacza ciągłą troską i pociechy słowem,

A z drugiej strony ciotkę, bliską już porodu,

Wyręcza z każdej pracy, by oszczędzić płodu,

Aczkolwiek sama w stanie jest błogosławionym:

410    Zbawca czyny miłości wplecie do korony…

 

Elżbieta obserwuje Służebnicę Pana

I stwierdza, że to Ziemia jeszcze nie zbadana –

Tyle myśli się tłoczy staruszce do głowy,

A każdy dzień przysparza sto problemów nowych.

Choć Miriam w tajemnicy trzyma sprawy Boże,

Przecież wszystkiego ukryć – choć pragnie – nie może.

Elżbietę zastanawia dziwne Jej skupienie:

Aniołem – rzekłbyś – z nieba, niż ziemskim stworzeniem,

Zwłaszcza podczas modlitwy to się zauważa.

420    Tylu w swym domu gości ministrów ołtarza,

A żaden z nich nie wnosi takiego pokoju…

Jakże przy Niej szczęśliwa! Nic się już nie boi.

Więc ośmiela się podejść do Miriam wieczorem,

Gdy ta wyszła na taras czytać świętą Torę.

– Przepraszam, że przeszkodzę, nie przyszłam na plotki,

Ale z gorącą prośbą: Naucz, Skarbie słodki,

Twoją ciotkę modlitwy, jak to sama czynisz.

Prosiłam o to nieraz kapłanów świątyni

Dokładnie na tym miejscu, gdzieśmy są obecnie.

430    Jeden radził, że wówczas modlitwa skutecznie

Odniesie korzyść, kiedy Psałterz Dawidowy

Codziennie się odmówi wyraźnymi słowy.

Mimo najlepszych chęci, czas mi nie pozwala…

Inny radził w tej sprawie, że trzeba gdzieś z dala

Od ludzi i od zajęć, czyli na pustynię

Iść, aby się pomodlić; i tego nie czynię.

Wprawdzie jest tu opodal pustynia judejska,

Ale gdzież mnie staruszce? Co by młodzież miejska

Pomyślała i słusznie, więc modlę się w domu.

440    Odmawiam liczne psalmy, płaczę po kryjomu,

Zwłaszcza gdy całe lata nie rodziłam dzieci…

Teraz lżej mi na sercu, bo nadzieja świeci.

 

– Jeśli pytasz dzieweczkę prostą o jej zdanie:

Czyż mogę radzić nadto, co mówią kapłani?

Psałterz – księga natchniona przez Ducha Świętego,

Zawiera w sobie strawy tyle dla każdego,

Że można w nim ugasić duchowe pragnienie,

Tylko – chcąc zeń korzystać – trzeba wejść w skupienie.

Dla ducha tak w całości, jak i w jednym wierszu –

450    Bezdenne zdroje życia Bożego się mieszczą,

Bo duch jest niewymierny, a to księga Ducha:

Ten najwięcej zaczerpnie, kto w skupieniu słucha.

Wystarczy jedno zdanie rozważyć w milczeniu,

By martwy szaniec liter w zdrój żywy się zmienił.

Na modlitwie nie w słowach, chociażby z Psałterza,

Ale w ciszy wewnętrznej serce się odświeża.

Kiedy człowiek wycisza zmysły, rozum, wolę,

To świat nie ma sposobu zaśmiecać kąkolem

Duchowego ogrodu, a Pan bez trudności

460    Przychodzi, aby wzniecać płomienie Miłości.

Każda dobra modlitwa do Miłości zmierza.

Więc nie błądzą kapłani, gdy uczą Psałterza,

Gdy zachęcają duszę, by szła na pustynię,

Czyli zdala od gwaru w modlitwy godzinie,

Bo cisza i skupienie zmysłów oraz ducha

Jest konieczna, by Ojciec miłość w nas rozdmuchał,

A wówczas Duch Miłości w nas modły zanosi

I przez taką modlitwę wszystko się uprosi…

– Liczę na Twoją pomoc, bym chociaż w starości

470    W modlitwie osiągnęła iskrę Twej Miłości…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Brat Bogumił Marian Adamczyk. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.