Fragment do rozważania 7

EPOPEJA „PAN JEZUS”

TYTUŁ DRUGI: Wschód Światła Wiecznego (51-119)

Mrok zapada, więc Dziewczę nocą iść nie może.

Trzeba szukać noclegu, by nie spać na dworze,

Bo w Samarii – słyszała – też grasują zbójcy.

Nim zapuka do chaty, modli się do Trójcy

Przenajświętszej o pomoc głosem dziecka szczerze.

Gospodarz chętnie przyjął, proszą na wieczerzę –

Nawet nogi obmyli podług dawnej mody.

Dziękuje Opatrzności za tak miłe gody.

 

– A gdzie to Bóg prowadzi? – stawiają pytanie –

60      Dlaczego sama idzie, a nie w karawanie? –

– Z Nazaretu podążam do judzkiego miasta.

Dzielna – pomyślał sobie gospodarz – niewiasta,

Mogłaby w czasie wojny zastąpić Judytę,

Taka wyda potomstwo na świat znakomite!

 

Długo nie rozmawiali, gdyż była zmęczona:

Szorstka suknia wełniana, do tego zasłona

Ocieniająca głowę, i chleba zapasy –

Zmęczyły młodą Matkę, lecz nie tknęły krasy

Anielskiego oblicza: cera jak zdrój świeża.

70      W ciszy samotnej izb klękła do pacierza

I długo się modliła. Świerszcz ćwierkał w ogrodzie,

Podając komunikat o dalszej pogodzie.

 

Po krótkim wypoczynku zbudziła jutrzenka.

Uprzątnęła mieszkanie, do modlitwy klękła

I ze wschodzącym słonkiem modli się w pokorze,

Adorując w swym łonie nowe Życie Boże,

Poleca Opatrzności dalszej drogi kroki,

Rodzinę gospodarza o sercu szerokim,

By zawsze w jego domu gościł pokój, zdrowie,

80      A może kiedyś spocznie wcielony Bóg-Człowiek?

Domownicy nie znają godności Pielgrzyma,

Gdyż wielkie łaski Nieba w tajemnicy trzyma.

Tylko z dziećmi się rozstać żal Najświętszej Pannie,

Gdy rączkami żegnają z dala nieustannie…

 

Znów drugi dzień w podróży, niebawem i trzeci:

Ani się nie spostrzeże, kiedy podróż zleci.

Minęła rączym krokiem Samarytan mury;

Można rzec, iż to orzeł leci srebrnopióry.

Przeszła w pobliżu Szilo i Betel grodziska,

90      W przelocie pozdrowiła Jeruzalem z bliska,

Wspominając beztroskie zajęcia w świątyni –

Ileż tam cudów łaski Bóg dla Niej uczynił!

Nie wstępuje, bo podróż i tak się przedłuża.

Spieszy więc lekkim krokiem przez judejskie wzgórza.

U Jej stóp malownicze winnice i kwiaty.

Już niedługo, a dojdzie do krewniaczki chaty.

Drożyna kamienista podobna do węża,

Wśród kwitnących akacji łudzi, że się zwęża.

Ze skał gdzieniegdzie zwisa gałąź dzikiej róży.

100    Przed zachodem dostrzega cel swojej podróży:

Jak sarenka stanęła u progu swej cioci,

A gasnące słoneczko oblicze Jej złoci.

Puka do drzwi zamkniętych. Po niedługim czasie

Słyszy powolne kroki… i zgrzyt na zawiasie.

Elżbieta, widząc Gościa, staje wprost zdumiona…

– Pokój z Wami ! – Gość wita swą ciocię, a Ona

Stoi jakby w zachwycie, ani się nie ruszy,

Widać, że wielkie sprawy przeżywa w swej duszy…

Po chwilowej zadumie wita Ją słowami:

 

110    „Błogosławiona jesteś między niewiastami

I błogosławion Owoc Twojego żywota!

A skądże taki zaszczyt spotkał moje wrota,

Że wchodzi Matka Tego, co światem porusza?

Skoro głos pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach,

Z radości podskoczyło aż dziecię w mym łonie –

I znowu chwilę milczy, całując Jej skronie –

Błogosławiona jesteś dla mocarnej wiary,

Bo spełnią się nad Tobą Wiecznego zamiary,

A które Ci oznajmił posłaniec od Pana!”

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Brat Bogumił Marian Adamczyk. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.