Fragment do rozważania 5

EPOPEJA „PAN JEZUS” FRAGMENT DO ROZWAŻANIA BOŻONARODZENIOWEGO

240    To misterium Najwyższy otoczył zasłoną

I Ta, którą ma ludzkość zwać Błogosławioną,

Udzieli odpowiedzi Niebianom w tej chwili…

Zbawcę zamknie w swym łonie, czujność piekła zmyli.

(Lucyfer, wróg Dziewicy, po trzydziestu latach

Domyśli się w Jej Dziecku Zbawiciela Świata!)

 

Tylko ludzie na ziemi bezmyślnie śpią w łożach…

 

Nad Krajem Obiecanym unosi się zorza,

Zwiastując, że się zbliża promienny Wschód Słońca.

Wtem Panna się odzywa do Bożego Gońca:

250    „Otom ja Służebnica Pańska: niech się stanie…”

I stał się cud nad cudy! – Chwała Tobie, Panie!!!

Jednym fiat stworzyłeś niezliczone światy;

Dziewicy jednym słowem izba skromnej chaty

Na świątynię się zmienia, co w światłości tonie.

Syn Boży stał się Ciałem i zamieszkał w łonie,

Bóg Ojciec stworzył duszę dla Syna wspaniałą,

Duch Święty z krwi dziewiczej uformował ciało,

By Syn hipostatycznie złączył się z Dzieciną

I z Matki-Dziewicy Bóg-Człowiek się rozwinął!

 

260    Dziewica pod swym sercem czuje tętno Syna,

Który misję modlitwą do Ojca zaczyna:

„Ofiary i obiaty za grzechy nie pragniesz;

Syn Ci zadośćuczyni – Święte Boże Jagnię –

Niewinne Ciało dla mnie sposobił – pachole:

Oto idę, bym czynił, Abba, Twoją Wolę…”

Słowo Ciałem się stało w panieńskim żywocie.

Zaczęło zbawczą misję – skończy na Golgocie.

 

Tu Anioł Gabriel Boga-Rodzicy się kłania,

I zawraca do Nieba złożyć sprawozdania.

270    Dziewicza Matka Bogiem promienieje cała

Jak kryształ w blasku słońca. Wewnątrz swego ciała

Dzieciątko adoruje, mrużąc swe oczęta;

Obietnicę Anioła dokładnie pamięta.

A pierwszy promyk słońca musnął po Jej czole,

Tworząc wokół oblicza jasną aureolę.

Nie zważa na doczesność, patrzy w świat duchowy;

W głębinach serca słyszy tajemnicze mowy.

Niezmienny Bóg odsłania tajemnic arkana:

Przyszłe losy Jej Syna – Wiecznego Kapłana…

280    Brzemiennej Pannie nawet ukazuje plany

Sprzed stworzenia wszechświata:

Kobierzec zasłany.

Na nim tron szczerozłoty w świetlistej powodzi.

Przedwieczny w majestacie do tronu podchodzi

I siada. Wtem z obłoków, bielszych niż płaszcz śniegu,

Zstępuje Syn Człowieczy wśród długich szeregów

Poddanych wojsk anielskich. Gdy stanął przed tronem,

Kłania się Przedwiecznemu, a z nim niezliczone

Rzesze rozumnych stworzeń, w światłości tonące.

Kłania się też Niewiasta obleczona w słońce.

290    Wszechmocny im wskazuje trony po prawicy,

Zapraszając, by siedli. Z brzegu dla Dziewicy,

A w środku Bóg przeznacza tron dla swego Syna.

Nagle pośród szeregów rozruch się zaczyna,

Jakiś świetlisty anioł wychodzi z szeregu

I przeciw Królewiczom buntuje kolegów.

Sam chce zasiąść widocznie, bo zazdrość go pali.

Zwarte szyki zadrżały jak okręt na fali

I dwa fronty powstają: w jednym sługi Boże

– A tych więcej! – wspaniałe jak poranne zorze.

300    Michał stoi na czele z rzędu Archaniołów.

Drugi front z Lucyferem, zsiniały jak ołów.

Jedni patrzą w Dziewicę z zachwytu miłością,

A drudzy mierzą wzrokiem pogardy i złością.

Larum jednych i drugich – pokorna Dziewica.

Głuche milczenie rozdarł grom i błyskawica!

Jak dwa lwy na arenie gryzące ze zgrzytem,

Jak dwa jasne pioruny razem z sobą zszyte.

Najpierw jakby w uścisku najczulszej miłości,

Stoją w miejscu, ani drgną – jeden punkt ciężkości…

310    Jedna iskra pomocy, a któryś z nich runie.

Postaci wyprężone są podobne strunie

Skrzypiec mocno napiętej – pryśnie w palcach ręki –

A walczą na rozumy, słychać myśli szczęki…

Michał wsparty na Bogu, góruje nad czartem.

Błysk… w ułamku sekundy Lux-fer na proch starte!

 

Pod wpływem światła chwały widzi Trójcę Świętą;

Poznaje, że bez zmazy grzechu jest poczętą.

W Bogu – jak w lustrze wody – widzi wszelkie twory:

Istotę ludzi, zwierząt i cały świat flory.

320    A wszystko wokół Syna, jako osi świata,

Który zstąpił na ziemię, by ją z niebem zbratać.

Jest Królem z woli Ojca nawet jako Dziecię:

Nieskończonym Rozumem rządzi we wszechświecie!

W niewinnych sferach ducha jak w niebie – jest cudnie,

I długo tam bawiła…

Było już południe,

Gdy wstała od modlitwy, upojenia pełna:

Jak łza czysta, jak lilia, jak najbielsza wełna;

Z kwiatu Jej niewinności pokój promienieje –

Nie ma słów, by opisać tego Kwiecia dzieje!…

330    Tymczasem ktoś zapukał w dębowych drzwi słoje.

Weszła Anna. – Niech Wieczny darzy Cię pokojem!

– I Ciebie, matko droga! Proszę siąść na ławie.

Przepraszam, żem spóźniła, bom co tylko prawie

Powstała od modlitwy – jakże Pan jest słodki!

– Był tu przed chwilą mały Jakubek od ciotki

I pytał, gdzie jest Miriam? z buzią roześmianą;

Był też Twój Oblubieniec i to zaraz rano,

Lecz krótko, bo czas naglił – spieszył do roboty:

Będą u Kleofasa robić dzisiaj płoty.

340    Mówił, że wstąpi do nas, z pewnością wieczorem…

– Dobrze, że przyjdzie Józef, przeczyta nam Torę.

– Tyś z pewnością jest głodna; zaraz Ci przyniosę

Wędzoną rybę, kaszy z jarzynowym sosem…

Wraca Anna do kuchni i bierze z kominka

Strawę, co uwarzyła Maryi kuzynka.

Wnosząc Córce, tak mówi: – Śniłam dziś nad ranem,

Że jeden z siedmiu duchów, stojących przed Panem,

Z ogrodów rajskich zerwał najpiękniejsze kwiaty

I z tym wonnym bukietem wszedł do Twej komnaty.

350    Po chwili wracał bez nich i szepnął mi słowo:

„Twa Córka jest szczęśliwa, ciesz się białogłowo!”

Chyba mi słusznie mówił, nieprawdaż Kochanie?

Myśmy już po obiedzie, a Ty zjedz śniadanie…

 

Wieczór nadszedł pogodny, lecz Józef zmęczony.

Gdy Miriam drzwi otwarła, przemówił do żony:

– Pokój Tobie, Małżonko! Mam smutną nowinę.

I mówi wobec świekry stojąc przed kominem:

– Zachariasz, starszy kapłan, co nam był za świadka

Przy pierwszych zaręczynach i żegnał jak matka,

360    Anielskie miał widzenie we wnętrzu świątyni:

Wyszedł niemy i znaki jakieś ręką czynił.

Pogłoski krążą różne w całym Nazarecie.

Jak sądzę, o tym fakcie jeszcze nic nie wiecie.

Pocieszyć doświadczanych warto by w strapieniu…

To mówiąc, siadł przy piecu na twardym kamieniu.

– Bądź spokojny, mój panie, gdyż cioci Elżbiecie,

Choć już podeszła w latach, narodzi się dziecię.

Pamiętam, że Zachariasz prosił o paciorek,

By otrzymał potomstwo – choćby nad wieczorem.

370    Chętnie bym pospieszyła na judejskie wzgórza,

Lecz podróż uzależniam od decyzji Józia…

 

Mąż nagłą propozycją jest zakłopotany:

– A co na to mamusia? – zwraca się do Anny.

– Nie szkodziłoby zanieść strapionym pociechę,

Lecz sama iść nie może, powinna z Józefem…

Lękam się samą puszczać w tak daleką drogę;

– Mimo najlepszych chęci, wyruszyć nie mogę,

Bośmy dziś rozpoczęli reperację płotów…

 

– Mężowi nie chcę sobą przysparzać kłopotu;

380    Opatrzność nie zawiedzie, kto się Jej poleca,

Wyrwała trzech młodzieńców strąconych do pieca:

Nie ma się czego lękać, Anioł Stróż pomoże…

Cieśla milczy, rozważa, bo twardy ma orzech

Do zgryzienia, a musi dać odpowiedź żonie.

Po chwili rzekł z westchnieniem: – Idź, Miriam, nie bronię…

A masz co wziąć na drogę? – Jest żywność – powiada:

Przyniosła mama wczoraj serek od sąsiada,

I w domu są powidła jesienią zrobione…

Tu mężowi wskazuje dzbanuszki czerwone,

390    A jeden bierze w rękę i kładzie na stole.

Cieśla dłoń spracowaną przeciągnął po czole

I z uśmiechem przyjaźni tak mówi do żony:

– Niech darzy Cię opieką Pan Błogosławiony,

Niech Jego Anioł czuwa w podróży i broni –

To mówiąc pocałunek złożył na Jej skroni.

Zanieś krewnym i od nas czułe pozdrowienie…

 

Na kominie w tym czasie iskrzyły płomienie.

Kuchnię zaległa ciemność, tylko blask od pieca

Wapnem bielone ściany i sprzęty oświecał;

400    Ubogie, ale czyste: stół przy oknie stary,

Obok po bokach stołków dębowych dwie pary.

W kącie naprzeciw pieca starodawne łoże –

Skóra jagniąt pokrywa plecione rogoże,

A na wierzchu poduszka dość pękata z pierza.

W sąsiednim kącie izby rozsiadła się dzieża,

Gdzie Anna mąkę pszenną na placki rozczynia.

W kącie przy drzwiach za stołem stoi ciężka skrzynia,

By gospodyni miała gdzie kłaść wiktuały,

Nad skrzynią bukłak z winem wisi u powały.

410    Wreszcie przy piecu stoją rękodzielne krosna.

Małe okno otwarte, gdyż na dworze wiosna,

Zasłaniały je tylko od wewnątrz kotary,

Bo plagą Nazaretu – natrętne komary.

Maryja po coś weszła do swojej izdebki;

Drzwi zawarła za sobą, słychać jeno trepki.

Zaś Anna zapaliła w tym czasie kaganek,

Stawiając go na półce tuż obok firanek.

Oblubienica wnosi pergaminów zwoje,

I rozwija na stole z przedziwnym spokojem.

420    Po chwili prosi męża: – Mam prośbę, mój panie,

Przeczytaj nam urywek…

Mąż z uszanowaniem,

Wstaje i pocałunek składa na tej stronie

(Nad nim lampka oliwna wdzięcznym światłem płonie!)

I czyta głośno słowa: „To rzekł Wiecznotrwały

Do Mojżesza na stepie: Zdejmij z nóg sandały,

Bowiem miejsce gdzie stoisz, jest to święta ziemia.

Widziałem ludu mego ciężkie utrapienia,

I doleciał mych uszu szloch z łąk faraona,

Więc zstąpiłem, by zrzucić zeń ciężkie brzemiona…”

430    Potem czytał, jak Jahwe wyrwał lud z niewoli,

A czytał z namaszczeniem, dobitnie, powoli.

Maryja każde słowo pochłania w zadumie,

Rozważając treść, której Józef nie rozumie.

Gdyby zechciała mówić… lecz tego nie powie…

Zatapia się w Przedwiecznym swego łona Słowie.

Józef późnym wieczorem wraca do rodziny,

Niosąc w tobołku sprzęty murarskie i kliny

Do ćwiartowania głazów. Po odejściu męża

Maryja wzięła serek, który w prasie leżał.

440    Otwarła wieko skrzyni, gdzie stały rzędami

Naczynia z mąką, kaszą, dzbanki z powidłami,

I chyba dwa woreczki z owocowym suszem.

Bierze słoik powideł, miód, figi, placuszek,

Aby zawinąć wszystko w czystą chustkę lnianą,

I żegna się z kuzynką, potem z matką Anną,

Mówiąc: – Zostańcie z Bogiem! – Wraca do swej celi,

Gdzie rano przez Anioła Pan Ją uweselił.

Na dworze księżyc świeci, więc światła nie pali.

Ciszę zakłóca tylko świerszczyk gdzieś w oddali.

450    Podchodzi do okienka i patrzy w przestworza…

 

O czym myślała wówczas młoda Matka Boża? –

Z pewnością o Dzieciątku, które dziś poczęła,

Choć nie jest w stanie zgłębić Wszechmocnego dzieła.

Tak bardzo się trwożyła o cnotę czystości,

A teraz jak spokojna! – Oto Pan zagościł

W Jej wnętrzu, ozdobionym niewinności kwiatem…

Patrząc na księżycową w ogródku poświatę,

Dostrzegła w sobie inną Światłość niestworzoną,

A sama tej Światłości jest cienką osłoną.

460    Dziwne, że Jej nie spali Ten, co słońca tworzy…

Ileż w sobie zamknęła dziś tajemnic Bożych!

 

Świadoma, że naczyniem jest Boga wybranym:

W Jej ciele jak w świątyni mieszka Pan nad pany,

Więc zatapia się w Bogu jak ryba we wodzie,

Jak gąbka na dnie morza, lub zorza na wschodzie.

Pokój gości w Jej duszy i w dziewiczym ciele,

A duch Jej się przepełnia szczęściem i weselem.

Jedno zna tylko słowo, za to pełne treści:

Kocham Przedwieczną Miłość!

Duch Święty Ją pieści.

 

470    Bo Ten, którego wszechświat objąć nie jest w stanie,

Obrał kruche stworzenie na własne mieszkanie.

W jego ciasnych granicach przebywa zamknięty.

Uczynił Arcykapłan Boski „Święte Świętych”

Za dziewiczego ciała niegodną zasłoną…

– Dzięki, żeś sam napełnił mą duszę spragnioną!..

Widzi, że Bóg przenika Jej umysł i wolę:

Miłości pocałunek zostawił na czole,

A Ona by pragnęła płacić wzajemnością…

Niczym nie może oddać, jak tylko – miłością…

480    Ofiaruje się Ojcu jak dziecko, bez trwogi,

I słyszy w duszy oddech rodzicielski – błogi.

Pragnie się dlań wyniszczyć, zniknąć całkowicie,

By na miejscu stworzenia zakwitnęło Życie.

Chciałaby rozprzestrzenić krańce własnej duszy,

Więc dno swego jestestwa uniżeniem kruszy:

W duchu się upokarza, rzuca się pod nogi

Miłości Niestworzonej w uciszeniu błogim.

Pragnie zniknąć, by zrobić miejsce dla Miłości,

Szuka wszelkich sposobów, aby uczcić Gości,

490    Co przyszli do namiotu nikłego stworzenia.

Nie jest w stanie ugasić Miłości Płomienia,

Który się w niej zamienia na bezdenne morze.

Chętnie by uleciała, lecz teraz nie może…

Pozostaje więc jedno słowo pełne treści:

– Kocham Cię Jahwe w Słowie –

W tym wszystko się mieści!

KONIEC TYTUŁU PIERWSZEGO „WIELKIEJ RADY WYSŁANNIK”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Brat Bogumił Marian Adamczyk. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.