Fragment do rozważania 26

EPOPEJA „PAN JEZUS”

TYTUŁ CZWARTY „Boski Książę Pokoju” (141-231)

Gdy wstępują do miasta, chłodny zmrok zapada.

Na ulicach przybyszów jest cała gromada:

Wszyscy z rodu Dawida, z każdej świata strony,

Jedni z Egiptu, Libii, a inni od Romy.

Każdy szuka schroniska przed zimową nocą.

W małych oknach wysoko światełka migocą,

Lecz drzwi wszędzie zamknięte. Jeśli ktoś zapuka,

Gospodarz z okna pyta: – A cóż to za włóka?!

Jedną słyszy odpowiedź: – Wpuśćcie nas za progi!

 

150    Zależnie kto tam stoi, bogacz czy ubogi:

Pierwszym drzwi się otworzą do ognia w kominie,

Gdzie goście zasiadają przy mięsie i winie,

A dla drugich są głuche, albo pełne złości:

– Jeśliś majątek strwonił, musisz teraz pościć…

Tubylcy się trzymają nieludzkiej zasady:

„Nie przyjmuj w dom biednego, bo zejdziesz na dziady!”

Jeśli kto nie ma w trzosie złota, albo srebra,

Nie wpuszczą do mieszkania, choć go trzęsie febra.

Bo cóż ich to obchodzi, że tam bliźni ginie,

160    Gdy dobrze się im bawi w mieszkaniu przy winie?…

Przy drzewie sykomoru osioł uwiązany.

Obok idą niewiasty, niosąc pełne dzbany

Wody. Na grzbiecie osła siedzi otulona

Postać młodziutkiej Matki, a przy Niej brzemiona

Przewiązane powrozem. – Na cóż Ona czeka,

Zamiast iść do mieszkania, zagotować mleka,

Zjeść gorącą kolację, przyrządzić posłanie? –

Tym bardziej, że Niewiasta jest w poważnym stanie…

– Czeka na swego męża, od zimna się skłania…

170    Józef, wracając, mówi: – Nie mamy mieszkania.

Pójdziemy na przedmieście, gdzie nie ma natłoku,

Może tam ktoś przygarnie…

Cieśla ma łzy w oku,

Patrząc na zimne członki swej Oblubienicy.

Ulicą obojętnie chodzą podróżnicy.

– Wstąpię do tego domu, gdzie się jeszcze świeci:

Widać, że izba pusta, pewnie śpią już dzieci.

Puka do drzwi zamkniętych lekko i nieśmiało,

A serce w jego piersi głośniej łomotało.

Puka raz… drugi… trzeci. Wyszła ciemna postać:

180    – Co chcecie o tym czasie? – Chcemy kącik dostać,

Zimno nam stać na dworze, jest nas tylko dwoje,

A przyszliśmy z daleka… – Zajęte pokoje!

– To przynajmniej na ławie siądziem obok pieca.

Właściciel w stronę Matki latarką przyświeca,

Widząc, że są ubodzy, głodni i zmęczeni:

– Idźcie tam, do gospody! – i zamknął drzwi sieni…

 

Tuż za murami miasta, nieco w bok od drogi,

Stał budynek z kamienia, stary i ubogi.

Przy budynku podwórko murem otoczone.

190    Wewnątrz niskie krużganki stanowią osłonę

Dla podróżnych przed deszczem, gdzie śmieci czubato.

Nocleg można otrzymać za drobną opłatą,

Chyba, że komuś chodzi o lepsze mieszkanie,

Takie za srebrne sykle tutaj też dostanie.

Wyjątkowo w tym czasie nie ma już wolnego,

A na podwórku ciasno, że coś okropnego.

Sam właściciel przy kramie zajęty po uszy,

Chodzi jak na sprężynie, choć jest znacznej tuszy.

Podobnie jego żona pracą zaprzątnięta:

200    Gotuje dla podróżnych indyki, kurczęta,

Nawet oka nie zmrużą do samego rana.

Przed ladą defiluje długa karawana.

Jedni chcą ciepłej wody, inni chleba z miodem…

Mimo pracy, opłaca trzymać tu gospodę.

Bramy pilnuje sługa i psisko kudłate.

Goście za nocleg płacą, lecz stróż nie był katem,

Bo wpuszcza też za darmo, wzrusza go biedota,

Jak się okaże, dusza odźwiernego – złota!…

Właśnie do odźwiernego podszedł mąż wzgardzony

210    I prosi o przytułek dla siebie i żony,

Która opodal stała. Zwrócił na nią oko,

I żal się mu zrobiło, westchnął więc głęboko:

– Dla tej Matki potrzeba cichego mieszkania.

Jeśli chcecie wejść dalej, wchodźcie, nie zabraniam,

Ale tam jest harmider jak na targowicy,

Gdzie z pewnością się kręcą złodzieje, zbójnicy,

Mogą Matce dokuczać. Nie może pod płotem

Leżeć z tymi zbirami. Mam w pobliżu grotę,

Wprawdzie biedną i starą, lecz dachem pokrytą:

220    W niej będzie Wam spokojniej. Leży tam koryto,

W korycie wiązka siana, zrobisz Jej posłanie,

Na uboczu nic złego Matce się nie stanie.

Tam w kącie na powrozie jest wół uwiązany,

Jutro ofiarne zwierzę zabiorą kapłani;

Możecie tam uwiązać osiołka waszego.

Ta grota była stajnią dla bydła Jessego,

Gdzie jego syn najmłodszy, Dawid rudowłosy,

Czuwając przy owieczkach śpiewał wniebogłosy.

Następnie wskazał ścieżkę przy blasku księżyca;

230    W świetle blada twarz Matki poczciwca zachwyca,

Chciałby sam iść do groty, lecz odejść nie może.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Brat Bogumił Marian Adamczyk. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.