Fragment do rozważania 15

EPOPEJA „PAN JEZUS”

TYTUŁ DRUGI: „Wschód Światła Wiecznego” (639-722)

 

Ruszyli wczesnym rankiem, idą poprzez góry.

640    Widać na horyzoncie już świątyni mury.

Zdążą na czas ofiary składanej z barana.

Po drodze zbożni ludzie witają kapłana,

Bo w mieście mówią głośno o niedawnym cudzie.

Nawet stają na drodze zaskoczeni ludzie

I palcami wskazują, dochodzą ich szmery,

Czasem głośniej ktoś krzyknie – był to podziw szczery.

 

Do bramy miejskiej spieszy już ludu gromada,

Przekupnie pędzą woły i baranów stada,

Potrzebne do ofiary. Idą też poganie;

650    Od prawowiernych żydów różni ich ubranie.

Na dziedzińcu dla pogan – istne targowisko,

Nie zważają, że miejsce „Najświętszego” – blisko…

Z radością spieszy Panna w otwarte podwoje

Świątyni Bożej, pomnąc na dziecięctwo swoje;

Przypomniały się wszystkie przeżycia młodości:

Modlitwy, prace ręczne, zabawy, przykrości,

Bo i tych nie poskąpił Przedwieczny swej Córce:

Tu przez dwanaście wiosen uwielbiała Stwórcę!

 

Sam Zachariasz podchodzi do kapłańskiej braci,

660    Gdzie przed niespełna rokiem dar mowy utracił.

Teraz z wdzięcznością serca dziękuje za łaski,

A najbardziej za syna. Słyszy jeno trzaski

Palącej się ofiary. Gdy spłonął ostatek,

Powrócił do Maryi, stojącej wśród matek.

Chcąc napotkać znajomych, spogląda dokoła,

Wtem na dziedzińcu pogan ktoś za nimi woła:

– Hej! Ojcze Zachariaszu! – Spogląda za siebie

I zobaczył krewniaka. – Ponieważ mam źrebię

Na ulicy, więc wyjdźmy, a porozmawiamy.

670    Z trudem się przecisnęli za świątynne bramy,

Gdzie czekali znajomi; chcą zabrać Maryję.

Żegna więc Zachariasza, by wrócić ze stryjem,

Co mieszkał w Zabulonie – pamiętał Jej imię.

Po drodze opowiadał stryj o Joachimie,

Gdyż Panienka zmarłego ojca mało znała –

Opuściła rodziców będąc jeszcze mała.

Ojciec wprawdzie odwiedzał swą Córkę w kościele,

Lecz o własnej osobie mówił Jej niewiele.

 

Stryj zaś prawi o ojcu, począwszy od dziecka:

680    Jak z bratem się kołysał na drewnianych nieckach,

Jak odmawiali wspólnie modlitwy poranne,

O beztroskiej młodości, jak poślubił Annę,

Z którą błagalnie prosił Niebiosa o dzieci;

I nie mogli uprosić przez rok, drugi, trzeci…

Aż w końcu upłynęło prawie lat trzydzieści,

Gdy Twój tatuś przynosi nam radosne wieści:

„Anna powiła Córkę i to jak? – bez bólu!”

Z radości aż do płaczu się wtedy rozczulił.

Wyprawił wielką ucztę, stać go było na to,

690    Miał rozległe winnice i trzodę bogatą.

Oczywiście że byłem na uroczystości

Tutaj w Jerozolimie – było wiele gości!

Obok Owczej Sadzawki miał też swe namioty,

Gdzie Anna Cię powiła, jak wiesz dobrze o tym.

Także ojcu szepnąłem, jakie dać Ci imię:

„Miriam” – to najpiękniejsze, bracie Joachimie…

Chyba źle nie zrobiłem? – Bóg zapłać! stryjowi.

Proszę, by stryj wspomnienia z lat tamtych odnowił,

Bo choć pamiętam dużo z wiosny niemowlęcej,

700    Stryj z pewnością pamięta o rodzicach więcej.

Powiedz, proszę, dlaczego mnie ojciec kochany

Już w trzecim roku życia oddał w święte ściany?

– Gdyż razem z Twoją matką ślub Bogu uczynił,

Że gdy otrzyma dziecię, odda do świątyni.

Poszli więc na pustynię w kierunku Jerycha,

Gdzie miejsce na modlitwę wskaże im sam Michał

Archanioł, by czterdzieści dni modlić się w poście.

I wówczas Niebo bramy otwarło na oścież:

Tyś z łaski Niebios stała się małą dzieciną…

710    Trzy wiosny u rodziców jakże szybko miną

I trzeba będzie rozstać się w domu z Córeczką,

Choć mieli tam dla Ciebie sporo miodu, mleczko –

Złożyli tę ofiarę dla Boga jedynie…

Nie żal Ci było, Miriam, opuszczać świątynię?

Podobno dziwne rzeczy zaszły przy wyborze

Twojego oblubieńca?

– Tak! – rzekła w pokorze –

Sam Bóg mi wybrał męża z cnotami Anioła:

Skromny, grzeczny, pokorny, pracuje jak pszczoła,

Do mamy się odnosi z synowskim uznaniem;

720    Wszystkich cnót oblubieńca opisać nie w stanie:

Zastępuje mi ojca – o wszystko się stara,

I życzyła bym każdej takiego naggara!

 

KONIEC TYTUŁU DRUGIEGO

Ten wpis został opublikowany w kategorii Brat Bogumił Marian Adamczyk. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.